Po doświadczeniach sprzed dwóch lat, kiedy to podczas spływu litewską Mereczanką [link] rzeka niespodziewanie zniknęła, zamieniając się w trudno dostrzegalny ciek płynący wśród gęstych łozin, pozostało nam uczucie niespełnienia. O powrocie na Mereczankę i cudownym odnalezieniu feralnego odcinka kajakowego szlaku nikt raczej nie marzył, ale jest jeszcze Salcia, lewy dopływ Mereczanki, alternatywa tamtego fragmentu. Zresztą, lubimy Litwę. O naszym upodobaniu do litewskich rzek może świadczyć fakt, że „Kajakiem po Salci i Mereczance” jest naszym szóstym litewskim spływem, poprzednie zorganizowaliśmy w latach 2002, 2007, 2016, 2023 i 2024.
Jesteśmy miłośnikami długodystansowych tras rowerowych pozwalającymi być w drodze przez co najmniej kilka kolejnych dni. Jeździmy obładowani sakwami, wożąc ze sobą sprzęt biwakowy, co daje nam uczucie wolności i niezależności. I największą przyjemnością jest sama jazda. Do pełni szczęścia potrzebne są jeszcze urzekające krajobrazy i spektakularne miejsca, będące nie tyle celem samym w sobie, co punktami podróży decydującymi o jej wyjątkowości i niepowtarzalności. Wydłuża się lista naszych rowerowych peregrynacji – doliczyliśmy się już 16 państw.
Na Starym Kolejowym Szlaku – trasie rowerowej R15
Po długodystansowych trasach chcielibyśmy jeździć także w Polsce. W ostatnich latach powstaje u nas dużo ścieżek rowerowych i choć nie zawsze ma to charakter kompleksowy, można z nadzieją patrzeć na rosnącą liczbę szlaków. Przoduje tu zdecydowanie Województwo Zachodniopomorskie, postanowiliśmy więc przekonać się, na ile ten system dróg rowerowych spełnia nasze oczekiwania.
Zachęceni przez Szymona Nitkę i jego opis rowerowego szlaku wzdłuż Renu (od źródeł do Bazylei), postanowiliśmy spenetrować rowerową Szwajcarię. Jednak dysponując wolnym czasem, chcieliśmy znacznie rozszerzyć tę wyprawę i przejechać całe EuroVelo 15 od źródeł Renu aż do samego ujścia w Rotterdamie z finałem w Amsterdamie. Trasa miała być bardzo długa, bo Ren jako druga co do długości rzeka w Europie Zachodniej liczy 1233 km. Jej część pokonaliśmy podczas naszej podróży z Koblencji wzdłuż Renu i Mozeli. Teraz całość dzieliliśmy na trzy zasadnicze etapy: od źródeł do Bazylei, z Bazylei do Kolonii i z Kolonii do Amsterdamu, zakładając, że zajmie to blisko 4 tygodnie. Ambitne plany pokrzyżowała pogoda. Fala czerwcowych upałów zmusiła nas do odwrotu. Mamy za sobą etap szwajcarski – do Bazylei – mapa trasy– rowerem wzdłuż Renu. Reszta będzie później!
Mieszkając we wschodniej Wielkopolsce, często zapuszczamy się na drogi województwa łódzkiego. Oba rejony nie wydają się atrakcyjne turystycznie, co oczywiście nie znaczy, że nie brak tu interesujących miejsc. Tym razem jednak pełni pozytywnych emocji chcielibyśmy przedstawić trasę rowerową wyjątkową i oryginalną, do której wykorzystaliśmy Szlak Folkowych Przystanków.
Mapka naszej wędrówki po Folkowych Przystankach
Śródpolna galeria
W całej Polsce pomysłów na ozdabianie przystanków autobusowych motywami ludowymi pojawiło się sporo, ale w tym przypadku są to dzieła malarskie przeniesione na ściany betonowych wiat z czasów PRL-u. Realizacja projektu rozpoczęła się prawie dziesięć lat temu. Dzieł jest 14, z czego jeden, nieuwzględniony w tej relacji, powstał dosłownie kilka dni temu. Dwa dodatkowe nie mają nic wspólnego z projektem Folkowe Przystanki. Wiadomo, że na obecnych dziełach się nie skończy, więc o kolejnych będziemy informować w aneksie. – mapa.
Gdyby opis wyprawy „Kajakami na Mereczance” powstawał na gorąco, w trakcie spływu, z pewnością wyglądałby zupełnie inaczej. Byłby bardziej emocjonalny, dramatyczny, pewnie ciekawszy. Zaledwie kilka dni wystarczyło, by nabrać dystansu do tamtych doświadczeń. Zmęczenie przeszło, ból ramion minął, ubrania wyschły, nikt już nie klnie pod nosem (albo i głośno!). Spływ Mereczanką pozostawił chyba niedosyt, bo nie udało się nam zrealizować planu w pełni i dopłynąć do końca. A rzeka jest tego warta! Nie były to „rodzinne wczasy w kajaku”, a raczej walka z naturą. Ta niestety sprzysięgła się przeciw nam. Zacznijmy jednak od początku.
Bystrzyny na rzece – nierzadki widok na Mereczance(fot. W. Wojciechowski)
Czas na Mereczankę
Od lat chwalimy spływy kajakowe na Litwie. Malownicze i czyste rzeki doskonale nadają się do uprawiania turystyki kajakowej. Dostępność miejsc biwakowych i brak tłumów to atuty, które doceni każdy, kto lubi tę formę kontaktu z naturą. Płynęliśmy Żejmianą, Kiewnią, Wilją i Dubissą. Naszą przygodę z Litwą zaczynaliśmy od Uły i Mereczanki. Ponieważ tę drugą znaliśmy tylko z dolnego odcinka, postanowiliśmy tym razem spenetrować ją na całej długości, oczywiście na terenie Litwy.
O Alpe Adria, jednym z najpiękniejszych szlaków rowerowych w Europie, przez ostatnie lata zrobiło się głośno, a trasa cieszy się niemałą popularnością wśród polskich rowerzystów. Ten malowniczy szlak z Salzburga do Grado – przez Alpy nad Adriatyk – liczy ok. 410 km, osiągając wysokość prawie 1200m npm.
Rowerem nad Adriatyk – gdzieś na szlaku Alpe Adria
Układając plany wyprawy „Rowerem nad Adriatyk”, szukaliśmy możliwości przedłużenia tej trasy, bo od dawna każda z naszych wakacyjnych wypraw przekracza 1000 km. Postanowiliśmy do Salzburga dojechać fragmentem szlaku rowerowego EuroVelo7 (Nordkapp – Malta), przyjmując za punkt startu Hřensko na granicy czesko-niemieckiej. Właśnie tam w roku 2018 zakończyliśmy trasę wzdłuż Łaby.
Z Hrenska promem przez Łabę
Taka „modyfikacja” to dodatkowe 800 km przez Czechy, Niemcy i Austrię, a na przejechanie całości mogliśmy poświęcić aż trzy tygodnie. W ten sposób rozwiązaliśmy też logistyczny problem transportu w jedną stronę. Powrót z rowerami zagwarantował nam Flixbus z Triestu do Wrocławia, ale rezerwacji trzeba było dokonać z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. I tak się narodziła koncepcja naszej wyprawy „Rowerem nad Adriatyk przez pięć krajów”, czyli Niemcy, Czechy, Austrię, Włochy i Słowenię.
O ile czeskie skalne miasto Ardšpach jest wśród polskich turystów bardzo popularne, przede wszystkim jako cel wielu wycieczek, to już w rejonie Szwajcarii Saksońskiej i Czeskiej język polski słyszy się zdecydowanie rzadziej. Trochę to dziwi, bo obie niezwykle malownicze „Szwajcarie” leżą kilkadziesiąt kilometrów od Bogatyni, na pograniczu niemiecko-czeskim.
Krajobraz Czeskiej Szwajcarii z pawilonem na Mariinej Skale
Sześć lata temu przemierzaliśmy ten teren rowerami, kończąc w Hřensku naszą trasę wzdłuż Łaby. Patrząc na piętrzące się ponad doliną rzeki skały ze słynnym mostem Bastei, obiecaliśmy sobie powrót na dłuższą pieszą wędrówkę. I trochę zeszło, zanim udało się nam te plany ziścić.
Saksońska Szwajcaria – most Bastei
Czeska Szwajcaria, północny kraniec Czech, to teren mało zurbanizowany. Podrzędne, lokalne drogi łączą niewielkie wsie, w których można znaleźć pensjonaty i hoteliki dla turystów. Jednak warto zamawiać noclegi wcześniej, bo region cieszy się niemałą popularnością, głównie wśród Czechów i Niemców. Zresztą na szlakach prowadzących do najbardziej znanych miejsc bywa tłoczno, zwłaszcza podczas świąt i weekendów.
Koniec grudnia w Bielicach w Kotlinie Kłodzkiej – brak śniegu! Luty w Jakuszycach – podobnie. Izerska Pięćdziesiątka odwołana, Bieg Piastów również! Udało się pojeździć w Dolomitach! Jeszcze jak!
Seiser Alm (Alpe di Siusi) to ośrodek narciarski w Dolomitach łączący się z Val Gardeną i Sella Ronda (na całość Dolomit Superski składa się 1200 km tras zjazdowych). Narciarze biegowi są tu w absolutnej mniejszości. W rejonie Alpe di Siusi mają do dyspozycji ok. 80 km tras, ale za to jakich! Trasy o różnym stopniu trudności rozciągają się na płaskowyżu w różnych kierunkach, a punktem centralnym jest oddalony o 3 km od górnej stacji kolejki linowej Ritsch, do którego można też dojechać skibusem.
Pierwsze, z czym zderzają się kajakarze planujący spływ na litewskiej Dubissie, to niewielka liczba opisów szlaku. Te, które opublikowano w Internecie, wydają się mało szczegółowe i niezbyt aktualne. Nie można zdobyć mapy, o typowej rzecznej „szlakówce” nie ma nawet co marzyć. Do spływu przekonali Witka, organizatora spływu, jego znajomi pływający Dubissą od lat. I to oni udzielili nam najcenniejszych wskazówek dotyczących charakteru rzeki, możliwości biwakowania i zaopatrzenia. Pływaliśmy już na Litwie czterokrotnie – Ułą, Mereczanką, Kiewnią, Żejmianą, Wilją i oczywiście Niemnem, mamy więc możliwość porównania. Wszystkie rzeki były piękne, ale Dubissa zachwyciła nas bez granic.
Spędzając czas na Suwalszczyźnie, warto poświęcić dzień na spływ kajakowy Szeszupą. Licząca 298 km rzeka jest dopływem Niemna i przepływa przez trzy kraje – Polskę, Litwę i Rosję (obwód królewiecki). Swój początek bierze w pobliżu Suwałk, a polski odcinek to zaledwie 27 km, oczywiście niecały nadaje się do spływania. Dla nas to 10-kilometrowy prolog przed Dubissą na Litwie.