Trekking granią Niżnych Tatr – Telgárt – Donovaly

Chodząc po Tatrach, szczególnie Zachodnich, nie sposób nie zauważyć na południu bardzo długiego pasma górskiego. Są to Niżne Tatry – mniej znane i popularne niż Tatry Wysokie, ale dla turysty górskiego może to być tylko zaletą. Jest to pasmo rozległe, bo mające prawie 80 km długości i do 30 km szerokości. Dzieli się na dwie części: zachodnią, skupiającą wszystkie szczyty przekraczające 2000 m – Ďumbierske Tatry i wschodnią, niższą (do 1946 m – Kráľova hoľa) i nieco mniej rozległą –  Kráľovohoľské Tatry. Obie części rozdziela przełęcz Čertovica (1238 m). Po słowackich górach chodzimy od lat, zazwyczaj jest to Mała i Wielka Fatra, Tatry, Słowacki Raj. O przejściu w całości grani Niżnych Tatr myśleliśmy z Szymonem od lat, ale udało się to zrealizować dopiero, gdy go zabrakło. Skład wyprawy raczej skromny – czyli ja z Adasiem, ojciec z synem. Wyruszamy na początku września, w okresie optymalnym dla wędrówek górskich. Całą trasę graniową – 90 km – będziemy przemierzać czerwonym szlakiem będącym fragmentem europejskiego długodystansowego szlaku pieszego E8. Mimo iż trasa biegnie na średniej wysokości 1500 – 2000 m n.p.m., to różnica wzniesień wynosi aż 10455 metrów. Jest wyzwanie 🙂 Trekking granią Niżnych Tatr mamy zamiar odbyć ze wschodu na zachód, czyli Telgárt – Donovaly.

Zdjęcie naszej ekipy

W Niżnych Tatrach byliśmy kilka miesięcy wcześniej, w weekend majowy tegoż roku. Całkiem sporą ekipą wybraliśmy się do Doliny Demianowskiej, by pochodzić po okolicznych szczytach, ale to już inna historia. Teraz mamy pierwsze wyzwanie – jak tam dojechać? Po wielu analizach pozostaje jedno rozwiązanie – wyruszamy o świcie samochodem, docieramy w Donovale w południe, zostawiamy auto na wielkim, gminnym parkingu i trzema autobusami przemieszczamy się do Telgártu. Na Słowacji to działa, autobusy dojeżdżają wszędzie i kursują często. W góry wyruszamy rano. Na grani Niżnych Tatr, jeśli się nie ma namiotu – a my nie mieliśmy – rytm trekkingu wyznaczają dostępne miejsca noclegowe. Są to trzy samoobsługowe schrony turystyczne (na Słowacji to tzw. útulňe) oraz schroniska w rejonie Chopoka i Ďumbiera. Odległości pomiędzy noclegami trzeba mierzyć na około 7-9 godzin marszu, więc sprawa jest oczywista, gdzie będziemy nocować.

Trekking granią Niżnych Tatr – dzień 1. Telgárt útulňa Andrejcová

W Telgárcie robimy ostatnie zakupy, dodatkowo nasz ulubiony Fernet, następny sklep będzie dopiero na mecie w Donovalach. Początki ciężkie – zimno, mglisto, szlak zawalony drzewami po wiosennych huraganach, więc trochę błądzimy. Po około trzech godzinach forsownego podejścia docieramy na Kráľovą hoľę (1946 m), na której szczycie stoi maszt nadajnika stacji przekaźnikowej TV. Niewątpliwie budowla ta jest raczej wątpliwą ozdobą krajobrazu. Trochę siąpi, więc robimy przerwę w małym pomieszczeniu budynku stacji, w razie potrzeby klika osób może tam się przespać. Był to ostatni moment niepogody na naszej trasie 🙂 Podobno w tym rejonie gór taka zmienna pogoda jest standardem. Najwyższy szczyt we wschodniej części Niżnych Tatr mamy za sobą. Ruszamy dalej granią w większości trawiastą, czasem ścieżka prowadzi przez kosodrzewinę oraz skalisto-kamieniste wyniesienia, coś jak gołoborza. Po drodze mijamy szczyty Orlovej (1840 m) i Bartkovej (1790 m), schodzimy na Ždiarskie sedlo (1473 m), z którego podchodzimy na Andrejcovą (1519 m). Na szlaku nie spotykamy nikogo oprócz trójki Polaków pod stacją TV. Taka pustka w sezonie w polskich górach jest nieprawdopodobna, a tutaj daje nam poczucie bliższego, samotnego obcowania z górami.

Útulňa Andrejcová leży z prawej strony poniżej szlaku i o mało co byśmy jej w ten mglisty dzień nie zauważyli. Jesteśmy pierwsi, więc wybieramy sobie najwygodniejsze miejsca do spania. Schron jest piętrowy, na dole prycze, stoły, ławy, piec na drewno do ogrzewania w chłodne bądź też zimowe dni, na pięterku może też spać kilka osób. Podobno schron jest w stanie zmieścić nawet 30 osób. Tym razem tylu nie było, ale do wieczora dotarło jeszcze kilkanaście osób. Szkoda że takich obiektów nie ma w polskich górach. Przy każdej útulňej znajduje się jakieś ujęcie wody, co na górskiej grani nie jest normą. Dlatego też mając namiot, wygodnie jest biwakować przy schronie. Oczywiście są sławojki, systematycznie opróżniane miejsce na śmieci oraz przygotowane drewno do pieca.

Útulňa Andrejcová
W schronie czysto, a atmosfera wieczorem naprawdę turystyczna …
Trekking granią Niżnych Tatr – dzień 2. Útulňa Andrejcováútulňa Ramža
Útulňa Andrejcová – wyruszamy rano jeszcze przy mglistej pogodzie

Od Andrejcovej podążamy nadal czerwonym szlakiem przez Heľpiansky vrch (1586 m) na przełęcz Priehybka (1468 m). Schodząc na nią, już widzimy strome podejście na Veľką Vápenicę (1691 m) – jest to najwyższy szczyt tego dnia. Na grani górskiej trzeba zawsze mieć zapas wody, ale w tym rejonie jest kilka źródeł, gdzie można ją uzupełnić. Zresztą na mapach są one wyraźnie zaznaczone i tak też było przełęczy Priehyba (1189 m), na którą zeszliśmy z Veľkej Vápenicy. Dalej na Kolesárovą (1507 m), gdzie przez długi czas przedzieraliśmy się przez wiatrołomy pozostałe jeszcze po huraganie sprzed 10 lat. Na tym odcinku spotkaliśmy jedyną tego dnia kilkuosobową grupę turystów podążających granią w stronę przeciwną. A my dalej samotnie i niespiesznie przy pięknej pogodzie przez Oravcovą (1544 m), Zadną hoľę (1619 m) do schronu  Útulňa Ramža. Na miejsce docieramy przed wieczorem.

Widać strome podejście na Veľką Vápenicę
W dole widać chmury przelewające się przez przełęcze
Pierwszy widok na Tatry Wysokie na horyzoncie
Na szczycie Veľkej Vápenicy
A to już Zadna hoľa

I znów w schronie jesteśmy prawie pierwsi, przed nami dotarła tutaj tylko para Czechów. Zajmujemy czym prędzej dogodne miejsca do spania, a trzeba się spieszyć, gdyż útulňa jest bardzo mała. Podają, że jest przygotowana dla 15 osób i chyba rzeczywiście więcej nie wejdzie. Warto o tym pamiętać, planując trekking. Bezpieczniej jest mimo wszystko mieć namiot ze sobą. Útulňa do nocy zapełniła się całkowicie, każdy skrawek podłogi był zajęty, a kilka osób spało w namiotach. Ale było też duże ognisko i wieczór spędzony w międzynarodowej grupie Polaków, Czechów i Słowaków. Woda pitna jest kilkaset metrów od schronu.

Trekking granią Niżnych Tatr – dzień 3. Útulňa RamžaChata gen. M.R.Štefánika
Útulňa Ramža od rana, przygotowujemy się do wyjścia

Kilka godzin marszu dzieli nas od sedla Čertovica (1238 m), które oddziela Ďumbierske Tatry od Kráľovohoľskich. Przebiega tu asfaltowa szosa, przy niej znajduje się knajpa, ale żadnych sklepów, gdzie można by uzupełnić prowiant. Chleb udało nam się kupić wieczorem w schronisku. Perspektywa zjedzenia dobrego i pożywnego słowackiego obiadu razem z piwem dodaje nam sił i szybko lądujemy w restauracji na przełęczy.

Pierwszy widok na Ďumbier, najwyższy szczyt Niżnych Tatr – 2043 m
Na Čertovicy

Z Čertovicy podchodzimy stromo na Lajštroch (1602 m), skąd rozpościerają się piękne widoki. Dalej podążamy ścieżką wśród kosodrzewiny wzdłuż grzbietu przez Kumštové sedlo (1548 m), Pánską hoľę (1635 m), aby finiszować w „Štefánikovej” (1749 m). Jest to już normalne schronisko. Tutaj w cenę noclegu wlicza się również śniadanie, należy tylko wieczorem zdefiniować opcję – jedną z dwóch. Schronisko w porównaniu do polskich cen wydaje się drogie, ale trzeba wziąć pod uwagę, że praktycznie wszystkie materiały i żywność są do schroniska wnoszone z Trangoški przez tragarzy zwanych tu nosiczami. W Polsce nie ma żadnego schroniska na takiej wysokości. A tutaj mamy wreszcie możliwość skorzystania z prysznica, co po trzech dniach marszu nie jest bez znaczenia. Do kolacji siadamy na tarasie z przepięknym widokiem.

Tam właśnie jest Ďumbier
Lajštroch (1602 m)
Na grani Niżnych Tatr w stronę Štefánikovej
I znów chmury przelewają się przez przełęcze
Trekking granią Niżnych Tatr – dzień 4. Chata gen. M.R.ŠtefánikaÚtulňa Ďurková

Tego dnia oczywiście Ďumbier (2043 m), najwyższy szczyt Niżnych Tatr i tegoż trekkingu, będzie główną atrakcją. Idąc od schroniska, trawersujemy szczyt i na przełęczy Krúpovej (1921 m) odbijamy od głównego szlaku, aby kamiennym zboczem dotrzeć na sam szczyt. I znów jesteśmy sami w górach, co budzi nasze zdziwienie – koniec lata, słońce, piękna pogoda, rozległe widoki na wszystkie strony świata, najwyższy szczyt Niżnych Tatr! Gdzie są wszyscy? Ale my cieszymy się tą pustką.

Kamienisty szlak na Ďumbier
Na szczycie
Po zdobyciu Ďumbiera i Chopoka (2023 m), dwóch najwyższych szczytów naszej drogi, należy nam się piwo. Oczywiście w schronisku Kamenná chata pod Chopokiem.

Idziemy granią, którą trudno porównać do któregokolwiek polskiego pasma. Góry wyglądają trochę jak bieszczadzkie połoniny – ale rozleglejsze i znacznie wyższe, bo sięgające 2000 m – trochę też jak Tatry Zachodnie, ale jednak zdecydowanie łagodniejsze. Tak czy inaczej wędrówka po tej grani daje nam ogromną satysfakcję. 61% powierzchni Słowacji jest pokryte górami, więc nic dziwnego, że stojąc na szczycie, widzimy góry, nieważne, w jakim kierunku patrzymy. O dziwo, tutaj kozice zbliżają się prawie na wyciągnięcie ręki. Po drodze mamy Ďereše (2003 m), Poľany (1889m), Kotliská (1936 m), a pod wieczór docieramy na Chabenec (1955 m). Wysokość jest dla mnie znacząca, bo to mój rok urodzenia. Pół godziny później schodzimy na sedlo Ďurkovej. Trochę poniżej przełęczy na południowym stoku stoi utulnia Ďurková dobrze widoczna ze szlaku turystycznego. Kiedyś był to szałas pasterski, teraz pełni funkcję schroniska ze swoim chatarem, czyli gospodarzem. Nocleg kosztuje 5 €, można coś też zjeść na miejscu. Ogólnie warunki bardzo w porządku, no może poza kibelkiem. Trzeba zejść ścieżką 200 m w bok po trawersie, by dotrzeć do wody, do picia i do mycia.

Útulňa Ďurková, kolacja na tarasie, tłoku nie ma 🙂
Trekking granią Niżnych Tatr – dzień 5. Útulňa Ďurková – Donovaly

Dziś ostatni. Pozostał nam całkiem długi, dziesięciogodzinny odcinek trasy, znów przy pięknej pogodzie. Od rana ze schroniska musimy się dostać na grań, więc podchodzimy ostro 300 metrów. A na grani standard – schodzimy na przełęcze i podchodzimy na wierzchołki. Pierwszym jest szczyt Ďurkovej (1749 m). Dalej podążamy przez Latiborską (1643 m) i Veľką hoľę (1639 m) do sedla pod Skalkou (1476 m), a następnie na Veľką Chochuľę (1753 m), Malą Chochuľę (1718 m) i schodzimy ostro w dół – aż trzeszczy w kolanach – na Hiadeľskie sedlo (1099 m). Tu jest granica Niżnych Tatr. Ku naszemu zaskoczeniu na przełęczy stoi schron, w którym na poddaszu można by spędzić noc. Dodatkową zaletą miejsca jest fakt, że kilkanaście metrów poniżej znajduje się jedyne na dzisiejszej trasie źródło wody. Więc robimy sobie tutaj dłuższy odpoczynek. Szlak wiedzie dalej przez Kozí chrbát (1330 m) i Kečki (1225 m), skąd już tylko godzina do naszego celu.

Tyle jeszcze gór przed nami tego dnia 🙁
Veľka Chochuľa – to zdjęcie na szlaku zrobił nam turysta z Węgier
Odpoczynek i lancz w schronie na Hiadeľskim sedle
I dalej przez Kozí chrbát na Donovaly

W Donovalach, mając za sobą dziesięć godzin marszu, bez wahania rezygnujemy z długiej podróży samochodem. W pierwszym napotkanym pensjonacie bierzemy noclegi i po prysznicu idziemy do baru, aby przy dobrym obiedzie celebrować fantastyczne pięć dni na szlaku w tak pięknych górach.

Podsumowanie. Trekking zajmuje 5 dni, więc trzeba zabrać trochę jedzenia. Szczególnie dotyczy to wschodniej części gór. Zapas wody konieczny, należy śledzić mapę, gdyż zdarzają się długie odcinki trasy bez źródełek. Śpiwory i karimaty niezbędne, namiot może się przydać w sezonie. Wtedy przychodząc później, możemy nie znaleźć już miejsca do spania. Śledziliśmy też prognozy pogody – grań Tatr Niżnych ze względu na otwartą ekspozycję może być niebezpieczna w trakcie burzy. Wiedzieliśmy o tym, gdyż będąc w Demianowskiej Dolinie odwiedziliśmy położony pod Ostredokiem symboliczny cmentarz ofiar gór; wiele tabliczek było poświęconych ofiarom pioruna. I ostatnia refleksja najważniejsza dla nas i w ogóle dla polskich turystów: Niżne Tatry to 5 dni na górskim szlaku bez schodzenia do żadnej miejscowości, z przepięknymi widokami i naprawdę znikomą ilością innych wędrowców. Czegóż chcieć więcej? Zdjęcia z wyjazdu można obejrzeć tutaj.