Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek

Lubimy wędrówki po Skandynawii ze względu na duże puste obszary, mało ludzi, jeziora, lasy i możliwość legalnego biwakowania w każdym miejscu, więc po Szwecji i Estonii przyszedł czas na kolejny kraj, tym razem jest to Finlandia. Patrząc na mapę fizyczną, cały ten obszar jest pokazany w kolorze zielonym, wydawałoby się, że czeka nas lajtowa, nizinna przejażdżka, ale bardzo się pomyliliśmy. Przejechaliśmy 1200 km, nie znajdując żadnego dłuższego płaskiego odcinka trasy. Drogi – w większości szutrowe – to wspinały się stromo, to znów opadały, wyciągając z nas resztki sił. A codziennie musieliśmy przejeżdżać ok. 100 km, nie zawsze w dobrej pogodzie, walcząc z krwiożerczymi komarami i meszkami. W pierwszej fazie trasy „Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek” odległości pomiędzy kolejnymi sklepikami dochodziły do 90 km, co okazało się dla nas dużym zaskoczeniem.

Przez pierwszą część drogi był to bardzo powszechny obrazek

Plan był prosty: dojeżdżamy z rowerami do Tallina, zostawiamy samochód na parkingu przy terminalu promowym, promem do Helsinek, gdzie łapiemy pociąg do Rovaniemi. Skład ekspedycji sprawdzony w roku ubiegłym na Camino de Santiago – czyli my, Adaś i Kuba Mękarski.

W Helsinkach mamy kilka godzin na zwiedzanie. Co tu kryć, przy tym pierwszym podejściu miasto nas nie zachwyciło. Trochę imperialnych budowli i kościołów z XIX wieku, czyli okresu panowania rosyjskiego, kawa na dworcu cienka, pociąg do Rovaniemi wyjechał z półgodzinnym opóźnieniem, dostałem bilet na miejsce już zajęte, do tego 12 godzin jazdy na północ przy ostro działającej klimatyzacji. Ale Helsinki miały też plusy, spotkaliśmy wiele grupek biesiadujących na trawnikach, gdzie spożywanie tak wina jak i piwa jest dozwolone.

Zaczynamy. W Tallinie w kolejce na prom do Helsinek. Radość po długiej podróży samochodem.
Helsińska katedra górująca nad miastem
A tu już przed helsińskim dworcem kolejowym
Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek: dzień 1. 84 km (15.07.2012) Juotasniemi

Rovaniemi, godzina 10.30 rano. Jedziemy na linię koła podbiegunowego – szerokość geograficzna 66°32″35″ – do siedziby św. Mikołaja. A tam, mimo iż jest połowa lata, rozbrzmiewają kolędy; uścisnęliśmy dłoń Mikołaja, który zadał nam standardowe pytanie „where are you from”, zrobiono nam zdjęcia, których nie kupiliśmy (tylko 30 € od sztuki 🙁 ) i były różne pamiątki, których też nie kupiliśmy. Tego dnia jedziemy na wschód i już wieczorem widzimy, że z noclegami w tych mokrych i dzikich lasach będzie problem. Za to w Laponii zawsze mogliśmy liczyć na życzliwość miejscowych.

Centrum Świętego Mikołaja – zabawna komercja z kolędami w środku lata
Siedzimy na równoleżniku 66°32’35” zwanym kołem podbiegunowym. Przed nami prawie 1200 km do Helsinek 🙁
Finowie pozwolili nam rozbić się na swojej łące, w dole rzeka
Zdjęcie sprzed namiotu zrobione o północy 🙂 Chyba rzeczywiście jesteśmy daleko.
Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek: dzień 2. 93 km Suuaho

Rano gospodyni przyszła powiedzieć „dzień dobry” i zaproponowała prysznic w domowej łazience. Na południu już tak życzliwych Finów nie spotykaliśmy. Śniadanie, obok kręcą się renifery, zupełnie nie czują strachu przed ludźmi. Jedziemy na południe, wokół jeziora, bagna i lasy bez końca. Do najbliższego sklepu po mineralną mamy 60 km. Miejscowości, które mijamy co kilkadziesiąt kilometrów, wyglądają podobnie – dwa sklepy, jakaś stacja benzynowa, parę domków i to wszystko. Łosie i renifery chodzą wszędzie. Wieczorem przy pustej, gruntowej drodze miejscowi pokazują nam dobre miejsce na biwak na ładnej łączce, obok pustego domku nad rzeką.

Nasz biwak rano. Nie tak sobie wyobrażaliśmy Laponię – jest ciepło i zielono 🙂
Na łące obok kręcą się renifery.
Kolejna rzeka przy miejscu naszego drugiego noclegu
I znów zdjęcie zrobione o północy. W tym czasie można było w namiocie czytać książkę bez latarki. Wrażenie niesamowite. A za dwie godziny wschód słońca. Ptaki ciągle śpiewają.
A to nasza ładowarka do telefonów na baterie słoneczne. Okazała się bardzo przydatna, bo przez całą drogę mieliśmy znikomy dostęp do zdobyczy cywilizacji
Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek: dzień 3. 95 km Jongunjärvi
Piękny i ciepły poranek na kole podbiegunowym. A w Polsce zimno i pogoda wrześniowa.

Dalej przez lasy na południe. Po drodze w naprawdę odludnym miejscu natrafiliśmy na przedziwna instalację artystyczną, wiele damskich manekinów w wyzywających pozach. W Pudasjärvi, w 3. dniu podróży pierwszy kościół na trasie – z XVIII wieku, ponoć z najlepszymi organami w Finlandii.

Puste szutrowe drogi
Na naszej trasie przecinaliśmy wiele szerokich rzek
Pudasjärvi – luterański kościół, skromny, drewniany, najstarszy, jaki spotkaliśmy. Byliśmy tam pierwszymi Polakami, wpisaliśmy się więc do księgi pamiątkowej
Cmentarz 418 mieszkańców poległych w wojnach lapońskich 1939-1945

W Pudasjärvi wreszcie jakiś sklep – lapoński z mielonkami z renifera. Niestety są dla nas zbyt drogie. Wieczorem znów spotkaliśmy się z życzliwością Finów, którzy wskazali nam miejsce na swoim letnisku nad jeziorem. Komary i meszki niepokonane, za to my coraz bardziej dziobaci. Wieczorem kąpiel, pierwszy kontakt z wodą boli 🙂

Pora na codzienny raport z wyprawy. Czarna butelka na stoliku to nasza karafka. Teraz chyba jeszcze z wódeczką z Polski. A później …
Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek: dzień 4. 104 km Latva

Najlepszy poranek na trasie, słońce, puste jezioro, orzeźwiająca kąpiel. Sympatyczne rozmowy z Finem z Oulu, do którego należy letnisko. Pokazuje nam domek, bardzo skromny nawet jak na polskie standardy, bez prądu i luksusów. I to jest typowe dla luterańskich społeczności północy – oszczędność, skromność, nieobnoszenie się bogactwem. Potwierdziło się to wielokrotnie w czasie naszych podróży rowerowych po Skandynawii. Finlandia już nie leży na Półwyspie Skandynawskim, więc geograficznie, kulturowo i językowo różni się od reszty krajów nordyckich. Finowie są od nich wszystkich najbardziej wyizolowani, zamknięci, tak trudno nawiązać z nimi kontakt, że aż czasem wydają się po prostu nieżyczliwi i nieuprzejmi. Doświadczaliśmy tego niestety często. Tego dnia pogoda przestała być dla nas łaskawa, w południe zaczęło lać. I właśnie tam na północy Finlandii w deszczu mieliśmy niezwykłe spotkanie z Rosjaninem Vladimirem Ponomarievem z Saratowa, który przemierza pieszo różne kraje świata, pchając przed sobą wózek z bagażem i dużym napisem „On Foot Across the Universe”. On szedł na północ, my jechaliśmy na południe, więc tylko przez chwilę porozmawialiśmy. Później na tej facebookowej stronie śledziliśmy niektóre jego wędrówki. W Puolance mamy pierwszy sklep od 90 km, więc robimy szybkie zakupy i jemy coś w parku. Następne pół dnia jedziemy już wyłącznie po drogach gruntowych. Gdy skręciliśmy z asfaltu, przez pierwsze 7 km wspinaliśmy się kilkanaście razy po bardzo stromych podjazdach o nachyleniu 15-20%, gdzie rower dosłownie stawał dęba. Oddech krótki, ból w nogach i tak bez końca. Trafiliśmy do absolutnie pustego centrum narciarskiego Paljakka, taki Zieleniec, wyciąg obok wyciągu na wzniesieniach sięgających 384 m npm! O noclegu nie ma co marzyć, więc po kilkunastu kilometrach po prostu wjechaliśmy w las. Krajobraz prawdziwie górski, niestety cały czas pada.

Nasza cała ekipa na fińskim letnisku, zwiedzamy domek gospodarza
Nieoczekiwane spotkanie z Vladimirem z Saratowa czyli „On foot across the universe”
Najważniejsze to się rozpędzić przy zjeździe z jednej górki, aby łatwiej podjechać na następną
Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek: dzień 5. 26 km Ristijärvi

Ruszamy i od razu pierwsza awaria, w rowerze Adasia pękła linka od tylnej przerzutki. Akurat zaczął ostro padać deszcz, a zapasowa linka znajduje się oczywiście głęboko na dnie sakw. W kościółku w Ristijärvi trafiamy na próbę przed wieczornym koncertem – na organach i skrzypcach przepięknie grały dwie panie o imieniu Liisa. Możliwość uczestniczenia w takim wydarzeniu wydaje nam się bardzo pociągająca, więc decydujemy się zostać. Blisko kościoła nad jeziorem, na gminnym kąpielisku zastajemy doskonałe warunki do biwakowania – wystrzyżona trawa, toalety, woda, niestety całość bez prądu. Koncert ciepły i sympatyczny – w tych okolicznościach dla nas coś absolutnie wyjątkowego. Reakcja społeczności luterańskiej znamienna – słuchali w skupieniu, zaklaskali cicho, dali artystkom kwiaty i wyszli. Żadnych bisów, choć panie chyba miały na to ochotę. Świetnie to oddaje introwertyczny charakter tego narodu.

Wymiana linki przerzutki w ulewie 🙁
Kościół w Ristijärvi, to tutaj wieczorem odbył się koncert
Biwak na gminnym kąpielisku w Ristijärvi
Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek: dzień 6. 111 km 🙂 Sukeva

Dopiero tego dnia po przejechaniu paruset kilometrów przez Finlandię mamy coś, co możemy nazwać miastem – Kajaani – piękne, ciągnące się wzdłuż jeziora tereny rekreacyjne, ogromny market, jakieś centrum z ratuszem i fontanną. Zwiedziliśmy kościół z XIX w. – drewniany gotyk, bardzo osobliwy i urokliwy, do tego cerkiew, niestety niezbyt ładna. Pod koniec dnia walka z kryzysami, kolejne górki – czasem pozostaje tylko pchanie roweru, poszukiwanie wody i miejsca do biwakowania. Straciliśmy też złudzenia co do uprzejmości Finów, z posesji, na którą wjechaliśmy, aby „zasięgnąć języka”, zostaliśmy brutalnie wyproszeni, więc później w stosunku do miejscowych trzymaliśmy już duży dystans. Nocleg oczywiście w lesie.

Sympatyczny nocleg w lesie, bez pomocy Finów
Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek: dzień 7. 98 km Lammasaho
Dzień można zacząć od porannej kawy 🙂

Po przejechaniu 20 km trafiamy na kąpielisko nad jeziorem. Szkoda że wczoraj nie udało się nam tu dojechać, ale korzystamy, myjąc się gruntownie. W Sonkajärvi kościół – tym razem murowany. Szybko nas wypraszają, gdyż zbliża się ceremonia zaślubin. W Szwecji nikt nas nie wyrzucał z kościoła w trakcie ślubu. Droga dalej jak często gruntowa i ostro pagórkowata. Deszcz przeczekujemy na przystanku PKS, później jak co dzień lancz – tym razem sałatki i bułki. Na kolację mamy puree i kiełbaski grilowe – były najtańsze w markecie. Nocleg w lesie przy stertach drewna.

Pierwszy deszcz tego dnia i nie ostatni 🙁
Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek: dzień 8. 0 km Lammasaho (Mariola z Adasiem przejechali 136 km)

Od rana tragedia – nie ma naszego aparatu fotograficznego. Podejrzenie pada na otwartą kieszeń w sakwach, z których mógł wypaść i leżeć gdzieś przy mało ruchliwej drodze. Mariola z Adasiem wracają pustymi rowerami. Nie miałem wielkich nadziei, gdyż szanse na odnalezienie małego aparatu na dystansie kilkudziesięciu kilometrów równają się zeru. Wolny czas wykorzystujemy na zbieranie jagód na obiad, ładujemy solarnie telefony, leniuchujemy. I wreszcie przychodzi SMS – aparat znalazł się pod wiatą PKS, gdzie w czasie deszczu robiliśmy ostatnie zdjęcia. Ekspedycja poszukiwawcza wraca wieczorem po przejechaniu 136 km, ale jesteśmy szczęśliwi. Udało się ocalić naszą całą dokumentację fotograficzną.

To jest ten deszczowy przystanek. Na ławce widać futerał od aparatu. Za chwilę razem z aparatem zsunie się w trawę pod ławkę. Jego brak zauważymy następnego dnia rano 🙁
Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek: dzień 9. 100 km Vatilahti

Cel pośredni – Kuopio, już 30 km przed miastem zaczyna się rowerówka. Dobrze, bo droga ruchliwa. Przelotne deszcze. Kuopio znane ze skoków narciarskich to kolejny obalony mit – brzydkie miasto z marketami, w centrum ratusz z 1886, wokół wielki plac budowy. Spotkaliśmy pierwszego sakwiarza na trasie – Rosjanina z bagażem tak wielkim jak u nas suma dwóch. A śpi u krewnych i znajomych! W ogóle to w Finlandii nie spotykaliśmy turystów rowerowych. Z ulgą opuszczamy Kuopio – po obiedzie przygotowanym w miejskim parku nad jeziorem. Po drodze znów „popaduje”. O godz. 22 znajdujemy nocleg na polu obok starej, rozpadającej się chałupy. Kolacja i spać, bo już po północy. Komary tną jak wszędzie, tylko bardziej. Jak ci Finowie to znoszą? Ja zawsze uważałem się za odpornego i twierdziłem, że komary trzeba ignorować, tym razem nie wytrzymałem. Na głowę założyłem i chustę, i czapkę.

Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek: dzień 10. 102 km Kutemajärvi
Poranek na polu przy opuszczonym gospodarstwie
W Finlandii nie kupowaliśmy alkoholu, na nasze skromne potrzeby robiliśmy „kawówkę” – ze słodkiej kawy i zabranego z domu spirytusu

Rano słońce, ale na polu obfita rosa. Buty są mokre już po dojściu do drogi. Robimy zakupy w Suonenjoki, na obiad będzie puree i kiełbaski (nasz częsty zestaw, bo cena korzystna). Przy sklepie dopadają nas miejscowi pijaczkowie – bardzo weseli. Stąd motto dnia: „Tylko pijany Fin może być wesoły”. Obiad robimy nad jeziorem w Nenonpelto, w ośrodku dla dzieci specjalnej troski. Tam też myjemy się w jeziorze. I wreszcie udaje nam się znaleźć niezły nocleg nad jeziorem Kutemajärvi, przy posesji, która wydaje się być całkiem opuszczona. Jedynie łódź i wędki świadczą o tym, że ktoś tu bywa. Jest stół nad jeziorem, o ile lepiej smakuje kolacja, gdy nie trzeba kucać.

Typowy krajobraz Finlandii
I znów podjazd i przełożenie 1/1. Oj, trzeszczało w kolankach.
Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek: dzień 11. 103 km Pertunmaa

Jesteśmy już bardziej na południu, więc pojawiają się jagody. Krótka przerwa wystarczyła, aby zebrać całe pudełko na obiad. Z ryżem błyskawicznym i śmietaną są prawdziwą rewelacją. W Finlandii mamy problemy ze zdobyciem wody, Finowie mają jakiś opór przed kontaktem z obcymi. Rano się uśmiechają, wieczorem boją się odpowiedzieć na najprostsze pytanie. Widzimy kogoś w domu, pukamy, a on udaje, że nie ma nikogo. Spotyka się też niemało ludzi upośledzonych. W Szwecji braliśmy wodę z cmentarzy, niestety tutaj nie nadawała się do celów spożywczych – była żółta i z zapachem (najprawdopodobniej ciągnięta z jeziora). Tym razem udaje nam się znaleźć bardzo ładny nocleg na kąpielisku w Pertunmaa. Woda w jeziorze niezbyt ciepła, ale można się umyć i popływać. I jest stół, można normalnie zjeść kolację. Niestety zaczyna padać. Ech, Finlandia.

Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek: dzień 12. 113 km Luhdantausta

Od rana pływanie w jeziorze, woda wydaje się chłodna, ale nie dla Finów. Finki przychodzą na pomost i od razu wskakują do wody. Widzieliśmy wielokrotnie tutejsze dzieci kąpiące się całymi godzinami w wodzie, która nam wydawała się bardzo zimna. No cóż, nacje nordyckie są bardziej przyzwyczajone do zimnego klimatu. Podczas śniadania zjedliśmy ostatnią mielonkę z Polski i resztę żółtego sera. Starczyło zapasów na cały wyjazd, dobrze że pakując się wzięliśmy pod uwagę wysokie ceny żywności w Finlandii. Kupiliśmy na stacji kartusz z gazem, ale niepotrzebnie, gdyż stary wytrzymał do końca. Na naszej trasie Lahti, niestety docieramy tam dopiero o 19.30, więc nie ma czasu, by odetchnąć miejską atmosferą po całym dniu jazdy przez lasy. Szkoda, bo Lahti zdecydowanie ładniejsze niż Kuopio. W oddali mignęły nam skocznie narciarskie i lecimy na Helsinki. Aby zdążyć na jutrzejszy wieczorny prom, musimy biwakować jak najbliżej stolicy. Długo szukamy odpowiedniego miejsca, wreszcie rozbijamy się na zarośniętej i mokrej drodze w ciemnym lesie.

Przed południem licznik Kuby przekręcił się z 999 na 0, co oznacza, że minął nam 1000 km. Jest okazja do świętowania – po łyku „kawówki” z czarnej karafki
Na centralnym placu Lahti
I nocleg jak zwykle
Finlandia – rowerem od Rovaniemi do Helsinek: dzień 13. 104 km Helsinki
Od rana mycie głowy, wszak jedziemy do stolicy Finlandii

Słoneczny poranek nie przeszkadza komarom gryźć. Namioty zwijamy mokre, bo las zbyt gęsty, by słońce się przebiło. Przed Helsinkami ruch na drodze i hałas był tak duży, że zmieniliśmy trasę i poznajemy miasto z innej, ładniejszej strony. Wiele parków, mnóstwo ścieżek rowerowych, ludzie biegają, jeżdżą na rowerach i rolkach, maszerują, albo po prostu biesiadują w parkach i na trawnikach w centrum. Ostatnie zakupy – na pamiątkę po Finlandii fińskie „gile” czyli odpowiedniki szwedzkich ciastek owsianych. I jedziemy na nabrzeże, Helsinki z tej strony naprawdę nas urzekły – mnóstwo malowniczych terenów rekreacyjnych nad morzem, wszędzie pełno ludzi imprezujących radośnie na trawnikach. My też kupiliśmy w markecie cztery puszki najtańszego piwa po 3€ za sztukę. Ale też smakowało po całym dniu na rowerze. Jeszcze kolacja na trawie i pakujemy się na ostatni prom do Tallina.

W Finlandii jest dużo drewna. Nawet autobusy …
Handlowe centrum Helsinek
Kolacja nad morzem
Degustacja taniego, fińskiego piwa
Podsumowanie

Dla kogo Finlandia? Przede wszystkim dla osób, które czerpią radość z samego pedałowania, przemieszczania się przez puste przestrzenie po drogach w większości szutrowych, ale też wymagających ze względu na dużą ilość stromych podjazdów i zjazdów. Trzeba być przygotowanym na ataki żarłocznych komarów. Pogoda na północy w Laponii była słoneczna i ciepła i to samo można powiedzieć o ludziach. Bardziej kontaktowi i pomocni na północy, ale introwertyczni i często niesympatyczni w centrum i na południu. Poza Laponią mieliśmy deszcze, lecz na szczęście nie ciągłe – raczej przelotne. Jeśli chodzi o żywność, to Finlandia jest drogim krajem, ale byliśmy na to przygotowani. Bardzo dużo jedzenia wzięliśmy z Polski. Wszystkie noclegi na dziko, więc za darmo. Również za biwakowanie na gminnych kąpieliskach nie musieliśmy płacić. Co najbardziej będziemy pamiętać? Na pewno koło podbiegunowe, białe noce, renifery biegające po drodze… A z drugiej strony tętniące życiem, radosne, kosmopolityczne Helsinki. I na pewno w Finlandii trudno spotkać innych turystów rowerowych. Nie jest to popularna destynacja dla sakwiarzy, a więc ląd nieodkryty. Korzystaliśmy z fińskich map turystycznych wydawnictwa KARTTAKESKUS w skali od 1:400000 w Laponii do 1:200000 na południu.

Można się zapoznać z orientacyjną mapą trasy.

Pełna dokumentacja fotograficzna znajduje się tutaj.