W roku 2025 przejściem Głównego Szlaku Beskidzkiego [GSB] świętowałem swoje 70 urodziny. Ta wielodniowa górska wędrówka dała nam, mnie i Marioli, dużo radości i przeogromną satysfakcję. Cieszyliśmy się każdym dniem pomimo bólu i zmęczenia, pomimo deszczu i chłodu. Było więc oczywiste, że na jednej takiej wędrówce nie poprzestaniemy. Przejście kolejnego podobnego szlaku stało się dla nas swego rodzaju imperatywem kategorycznym. A że w Polsce po Głównym Szlaku Beskidzkim drugim długodystansowym szlakiem górskim jest Główny Szlak Sudecki (w skrócie GSS), więc nie było wyjścia i decyzja zapadła. [MAPA GSS]
I tak we wtorek 29 września wczesnym popołudniem dojechaliśmy autobusem do Prudnika, gdzie przy dworcu kolejowym rozpoczyna się (bądź kończy) Główny Szlak Sudecki czyli GSS. Zwyczajowo należy klepnąć czerwoną kropkę – dla nas znak początku trasy – i można wyruszyć w długą, wielodniową wędrówkę. Większość wędrowców na szlaku zbiera pieczątki potwierdzające przejście, by po weryfikacji przez PTTK otrzymać odpowiedni certyfikat. Dla nas nigdy nie było to ważne – trasa i tak pozostanie na długo w pamięci, podobnie jak i zmęczenie, ból ramion, nóg, oklejone plastrami pęcherze na stopach…

Relację z naszej wędrówki, która zamknęła się dystansem 503 km, podzieliłem na 5 etapów zawierających grupy górskie wyraźnie oddzielone od innych dużymi, czasem wielokilometrowymi obniżeniami – patrz na [Realizacja GSS]
1. Góry Opawskie – Przedgórze Paczkowskie (Prudnik – Złoty Stok; 4 dni, 100 km, ↑2008m) [MAPA]
Opolszczyzna nie kojarzy się z górami, tymczasem właśnie tam wypadła pierwsza, czterodniowa część naszej wędrówki. I rzeczywiście, region od Paczkowa do Prudnika został włączony do GSS dopiero w 2009 roku, wydłużając go o ok. 83 km. Do tej pory trwają spory co do słuszności tej decyzji, ma ona wady i zalety. Dla nas niewątpliwym plusem jest możliwość wędrowania przez nieznane nam Góry Opawskie. Najwyższy szczyt, Kopa Biskupia, jest bardzo atrakcyjny i zasługuje na to, by znaleźć się na szlaku GSS.
Ale z drugiej strony ten dodatkowy odcinek to kilkadziesiąt kilometrów od Głuchołaz do Paczkowa i dalej do Złotego Stoku po wiejskich drogach szutrowych, asfaltowych, po błocie, pomiędzy polami kukurydzy, bez górskich widoków… Cóż, nie jest on atrakcyjną alternatywą dla turysty górskiego. Teraz jednak, patrząc z pewnej perspektywy czasowej, nie odbieram tego odcinka aż tak negatywnie. Przecież mieliśmy okazję do spaceru przez nieznane nam historyczne miasta Opolszczyzny – Prudnik, Głuchołazy i Paczków.
Od początku naszej wędrówki po GSS napotkaliśmy na niespodzianki, z którymi raczej nie mieliśmy do czynienia na GSB. Sporym problemem okazała się organizacja noclegów na dzień następny. Traciliśmy dużo czasu na przeglądanie internetowych serwisów, szukanie, dzwonienie… Schroniska PTTK często nie odpowiadały na żadne zapytanie. Bywało, że po otrzymaniu oferty schroniskowej (170 lub 180 zł za osobę w pokoju 3-osobowym) zwyczajnie rezygnowaliśmy. A wydawało się, że w październiku, po sezonie ze znalezieniem miejsca do spania nie będzie problemu.
Z Głuchołaz do Złotego Stoku wypada ponad 60 km. Na szczęście znaleźliśmy nocleg w połowie trasy, w pałacu w Piotrowicach Nyskich. Noc w wielkim, pałacowym apartamencie okazała się nie lada atrakcją.

Po obfitym śniadaniu (jajecznica) czekało nas jeszcze zwiedzanie rezydencji z panią Anią, która od prawie 20 lat jest jej właścicielką. Słuchaliśmy opowieści o wielowiekowej historii pałacu, który odsłania swoje tajemnice. Podziwialiśmy ściany pokryte sgrafitto i wewnętrzny dziedziniec o oryginalnym kształcie. Pod opieką konserwatorską odkryto niektóre freski na ścianach i zjawiskowe sufity z malowanymi rzędami kwadratowych obrazków między belkami stropowymi.
W 1945 roku opuszczony przez niemieckich właścicieli, przejęty został przez lokalny PGR i służył jako przedszkole. Zaniedbany, niedoinwestowany, podupadał, mimo że został wpisany na listę zabytków. Widać, że obecni właściciele włożyli w renowację dużo pracy, ale jest jeszcze mnóstwo do zrobienia.
Problemem na GSS jest też znakowanie czerwonego szlaku, które pozostawiało wiele do życzenia. Wielokrotnie go gubiliśmy, byliśmy zmuszeni do korekty i niepotrzebnych powrotów. W dodatku czasy dojścia do wybranych punktów zawierały wiele nieścisłości i błędów. Ratowała nas aplikacja mapy.com.



2. Góry Złote – Masyw Śnieżnika (Złoty Stok – Ponikwa; 3 dni, 71km, ↑2347m) [MAPA]

Cały ten odcinek ma już typowo górski charakter aż do zejścia z Iglicznej do Wilkanowa w Kotlinie Kłodzkiej. Na trasie znajdują się dwa ładne miasteczka – Złoty Stok i Lądek-Zdrój. Między Złotym Stokiem a Lądkiem kilkakrotnie gubimy szlak, a czas podany na tabliczkach wydłuża się wraz z pokonywanymi kilometrami. Wchodzimy na szczyt Jawornika z małą wieżą widokową, by między drzewami podziwiać panoramę Złotego Stoku.
Śpieszymy się, bo w Lądku w „Wojciechu” zarezerwowaliśmy kąpiel perełkową, która ma być balsamem na nasze obolałe mięśnie. Po kąpieli już czeka Marek, który nas przejmuje, zabierając na obiad, a później do siebie. I tam full serwis, czyli pranie naszej wyprawowej odzieży, kolacja, śniadanie i czas na to, by pogadać. Marku, serdecznie dziękujemy!

Niestety, spokojny wieczór zakłóca problem z kolejnym noclegiem. Schronisko pod Śnieżnikiem nie odpowiada na telefony, maile, smsy, a przecież nie mamy innej opcji noclegowej. Na szczęście, jest Marek, który uruchamia swoje znajomości i wreszcie otrzymujemy potwierdzenie rezerwacji, ale warunek – musimy dojść do 7.00. Później się okazało, że byliśmy jedynymi gośćmi korzystającymi z noclegu w schronisku. Po cóż te wszystkie ceregiele?

Trasa na Śnieżnik okazała się bardzo widokowa. Piękna pogoda jeszcze podkreślała walory szlaku prowadzącego ponad Kątami Bystrzyckimi, przez Puchaczówkę i Czarną Górę. Nagrodą za godziny marszu były punkty widokowe na Czarnej Górze, a w schronisku żurek i piwo tuż przed zamknięciem bufetu.
Rano mijamy turystów podążających pod górę i odwiedzamy dobrze nam znane, pełne uroku Międzygórze, a przez wodospad Wilczki wchodzimy na Igliczną.



Z Wilkanowa do Ponikwy drepczemy w większości polnymi drogami i asfaltami, mijając po drodze Długopole Zdrój, które nas jakoś nie zachwyciło. Za to polecamy nocleg w agroturystyce „Chata nad Ponikiem”. To pięknie i stylowo zaadaptowane stare gospodarstwo, którego właściciele często goszczą u siebie wędrowców z GSS.
3. Góry Bystrzyckie – Orlickie – Stołowe
(Ponikwa – Wambierzyce; 3 dni, 86km, ↑1938m) [MAPA]

Po wyjściu z Ponikwy w schronisku Jagodna robimy krótką przerwę na kawę i ciasto. Tutaj spotykamy Daniela Polnego – jedynego jak dotąd turystę podążającego GSS . Śledzimy go już od kilku dni na facebookowej grupie GSS, więc spotkanie nie było dla nas dużym zaskoczeniem. Nazwać Daniela turystą to pewne niedoszacowanie, gdyż jest on sportowcem, ultramaratończykiem, uczestnikiem różnych biegów, np. słynnego Biegu Rzeźnika. Wystarczy podać, że nam pokonanie GSS zajęło dokładnie 18,5 dnia, a Danielowi 10 dni mniej. My średnio robiliśmy dziennie ok. 27 km, on o 30 km więcej, nierzadko ok. 60 km dziennie. Tłumaczę to sobie, że jestem starszy i mam 3-krotnie cięższy plecak. Poza tym, gdzie mi się spieszy?
Aby jednak odchudzić trochę nasze ciężkie plecaki, w Zieleńcu robimy paczkę, do której wrzucamy mini raczki, kurtki puchowe i trochę zbędnych drobiazgów. Od razu lepiej.
Kolejny punkt na trasie to Duszniki-Zdrój, które okazały się bardzo ładnym miastem i uzdrowiskiem. Nie mogliśmy się oprzeć i weszliśmy na kawę i ciasto do Dusznickiej Manufaktury Czekolady CalaMania – pyszności.
Za Dusznikami więcej ścieżek i rozległych polan widokowych, a po stromym podejściu na Grodziec (803 m n.p.m.) raczymy się na trawie bułką z domowym smalcem i małym kieliszkiem śliwowicy.
Odcinek z Kudowy Zdroju to z kolei długie podejście pod Błędne Skały, które obchodzimy dookoła, podążając w stronę Szczelińca i Karłowa, gdzie nominalnie osiągamy połowę trasy. Jest więc okazja do małej celebracji w postaci kufelka piwa do pierogów i placków ziemniaczanych.

Szlak prowadzi przez Skalne Grzyby i inne formy Gór Stołowych, niestety, lasy niszczy tu jakaś zaraza. Wieczorem schodząc na nocleg, widzimy w dole wieże wambierzyckiej bazyliki. Polecamy Dom Piekarza z bardzo sympatyczną gospodynią, która opowiada nam swą rodzinną historię powiązaną z tym miejscem.
4. Góry Sowie – Kamienne – Krucze
(Wambierzyce – Szarocin; 5 dni, 131km, ↑4476m) [MAPA]
Przed wyjściem z Wambierzyc, zaglądamy do Sanktuarium Matki Bożej Wambierzyckiej Królowej Rodzin (Bazylika Mniejsza), zwanego też „Śląską Jerozolimą” – z początku XVIII w. Wyróżnia się tu oryginalna architektura i powiązanie z wambierzycką kalwarią. Na szczęście bazylika jest otwarta i możliwa do zwiedzania.
Nocleg wypada w Srebrnej Górze. Niezbędne zakupy wymuszają na nas dodatkowe dwa kilometry spaceru po stromych uliczkach, a nogi bolą, bardzo bolą. Ale nie żałujemy, bo Srebrna Góra jest naprawdę piękna. Zajmujemy ogromny apartament w pensjonacie z restauracją, gdzie rano czeka na nas śniadanie typu „szwedzki stół”. Oj, żyje się! A to wszystko w cenie niższej niż łóżko bez pościeli w schronisku PTTK.
Dzień ze Srebrnej Góry do Sokolca nie zapowiada się dobrze – zapowiadany deszcz przyszedł o kilka godzin wcześniej. Przechodzimy przez Góry Sowie we mgle i mżawce. Na Wielkiej Sowie pusto, podobnie jak na całej trasie. Najgorsza pogoda na całej naszej wyprawie, a mimo to idzie się zdumiewająco dobrze. Wieczorem spotykamy się z Kaczorem, który dołącza do nas na ostatni tydzień wędrówki.
Za Jedliną Zdrój wchodzimy w Góry Kamienne i zaczynają się bardzo strome podejścia. A na nocleg docieramy do Andrzejówki, najwyżej przez nas ocenianego schroniska PTTK na trasie. Śpimy w skromnej goprówce, ale sympatyczna obsługa oferuje nam promocyjny pobyt z pełnym wyżywieniem.
Góry Kamienne nie są może wysokie, ale za to bardzo strome, czego doświadczyliśmy przy zejściu z Bukowca do naszego ulubionego Sokołowska. W „Kinoteatrze Zdrowie”, gdzie odbywa się część imprez festiwalu Kieślowskiego, udało nam się załapać na kawę, pyszne ciasto i ciekawą rozmowę z szefem tego miejsca. A za Sokołowskiem baaardzo strome podejście na Lesistą Wielką – wdrapujemy się na nią prawie na czterech.

Po nocy w Krzeszowie prawie dwie godziny spędzamy, zwiedzając zabytki sakralne tego miasteczka. Krzeszów słynie z pocysterskiego opactwa, które nosi dumny tytuł „Europejskiej Perły Baroku”. Obejrzeliśmy kościół p.w. św. Józefa z freskami Michaela Willmanna znanego nam z Lubiąża, Mauzoleum Piastów Śląskich i oczywiście Bazylikę Mniejszą p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jest to potężna, późnobarokowa świątynia z dwuwieżową fasadą, bogatymi rzeźbami i zabytkowymi organami z XVII wieku, a w niej Krzeszowska Madonna – Ikona Matki Bożej Łaskawej) z XIII w., najstarszy w Polsce obraz maryjny.

Za Lubawką, jakby stromizn było mało, na koniec dnia wypadają jeszcze dwa podejścia: na Zadzierną i Świerczynę. W nagrodę za wysiłek mamy jednak z Zadziernej piękny widok na góry i zalew Bukówka na Bobrze. Z Świerczyny schodzimy do Szarocina, do luksusowego pensjonatu (nocleg ze śniadaniem w bardzo rozsądnej cenie). Nasze ubłocone buty i przepocone ubrania kontrastują z elegancją tego miejsca.


5. Rudawy Janowickie – Karkonosze – Góry Izerskie
(Szarocin – Świeradów-Zdrój; 4 dni, 106km, ↑3615m) [MAPA]
Przed nami ostatni, najbardziej górski i najciekawszy etap naszej wyprawy. Pierwszy dzień przejście przez Rudawy Janowickie z najwyższym Skalnikiem – 945 m n.p.m. i skalistą Ostrą Małą. Byliśmy tam z Danielem, naszym wnukiem dwa miesiące wcześniej. Po wielu próbach udało się nam znaleźć nocleg w Głębocku i jest pięknie – mamy duży pokój w starym klimatycznym domu.
Przed nami wreszcie Karkonosze. Trasa jest wymagająca, bo już między Głębockiem a Karpaczem mamy 600 metrów podejść, a suma przewyższeń przez cały dzień to prawie 1550 metrów. Nie ma czasu na spacer po Karpaczu, zwłaszcza że szlak prowadzi po jego peryferiach. Tam też w Żabce wypijamy na szybko kawę i przegryzamy ją sklepowym ciastkiem.

Ciągle cieszymy się słoneczną, bezwietrzną, jesienną pogodą. GSS do Domu Śląskiego pod Śnieżką prowadzi bardzo widokową trasą przez Dolinę Łomniczki i wyżej przez Kocioł Łomniczki, z przepiękną panoramą najwyższego szczytu Karkonoszy. Zostawiamy plecaki w schronisku i wchodzimy na Śnieżkę – 1603 m n.p.m. Wyżej na tej wyprawie już nie będziemy.


Nocleg mamy w schronisku Odrodzenie, do którego docieramy po zmroku, będąc wcześniej świadkami spektakularnego zachodu słońca nad górami. Trasę konfrontujemy z opisami z powieści Sławka Gortycha. Mamy też okazję wymienić się doświadczeniami z młodym człowiekiem, który jest na GSS od dwóch dni i ze względu na ból nóg łamie się z decyzją o rezygnacji.


Do Szklarskiej Poręby schodzimy w tłumie ludzi – jest piątek, zaczyna się weekend, a pogoda sprzyja wędrówkom. W Szklarskiej żegnamy się z Karkonoszami, przed nami już tylko dzień marszu przez Góry Izerskie, który rozpoczynamy od konkretnego podejścia na Wysoki Kamień. Koniec GSS to jednak okazja szczególna, więc szefowa schroniska podaje nam nieoficjalnie po odrobince whisky.
Niestety Góry Izerskie zostały opanowane przez rowery elektryczne. Dziesiątki, a może i setki rowerzystów przejeżdżają z dużą prędkością obok nas, oczywiście bez dzwonków. Piesi są tu w zdecydowanej mniejszości.


Zatrzymujemy się na odpoczynek w ostatnim na trasie schronisku na Stogu Izerskim, potem już tylko zejście w mżawce do Świeradowa-Zdroju, gdzie przy dworcu PKP robimy sobie zdjęcia ze znakiem końca trasy GSS. W ostatni wieczór po dziewiętnastu dniach trudu wędrowania nie planujemy następnego dnia, lecz już tylko celebrujemy pokonanie GSS.


Podsumowanie:
- Zdjęcia z wyprawy Główny Szlak Sudecki 2026 są tutaj
- Korzystaliśmy z przewodnika z mapkami Główny Szlak Sudecki autor Waldemar Brygier [link]
- Kompletne zestawienie naszych 19 dni marszu można znaleźć tutaj
- To nasz drugi szlak długodystansowy, a od przejścia GSB minął zaledwie rok, więc porównania nasuwają się same. Podkreślam, że ocena ma charakter bardzo subiektywny. Dla nas ciekawszy był GSB, bo:
- GSB jest szlakiem bardziej górskim, na trasie nie ma tylu miejscowości, asfaltów, dróg wiejskich.
- Na GSB nie mieliśmy problemów z noclegami ani w pensjonatach, ani w schroniskach. Wręcz przeciwnie, na hasło „GSB” zawsze się coś znalazło. Na GSS często trzeba było się nadzwonić i stracić sporo czasu, zanim się coś zorganizowało.
- Schroniska PTTK w Sudetach są zdecydowanie droższe i trudniej dostępne, zwłaszcza w Karkonoszach.
- Hasło „idziemy na GSS” w niczym nie pomaga, może dlatego, że trasa jest zdecydowanie mniej popularna i mniej ludzi podejmuje się tego wyzwania. Przez 3 tygodnie spotkaliśmy tylko jedną osobę, która przemierzała całość.
- Na GSS problemy z noclegami często zmuszały nas do robienia dłuższych dziennych odcinków.
- Pozytywy GSS – szlak ma bezwzględnie wysokie walory krajoznawcze. Umożliwił nam spacer po nieznanych nam wcześniej miejscach jak np. Prudnik, Głuchołazy, Paczków, Lubawka, Duszniki-Zdrój. Warto poświęcić czas na zwiedzenie ośrodków sakralnych – Wambierzyce, Krzeszów. Po raz pierwszy wędrowaliśmy po Górach Opawskich i było warto. No i nocleg w pałacu w Piotrowicach Nyskich!

















































































