Przejście beskidzkie od Wisły po Bieszczady 1982

Nieczęsto zdarza się taka podróż, którą z różnych względów nazywa się później podróżą życia. Tym dla nas właśnie było przejście beskidzkie od Wisły po krańce Bieszczadów. Przemierzaliśmy ją w większości samotnie – oprócz pierwszego tygodnia – obciążeni ciężkimi plecakami. Prawie 6 tygodni razem w górach, a były to początki naszej wspólnej drogi życiowej i wspólnego wędrowania.

Wymarzona wędrówka przez całe polskie Beskidy! Stan wojenny, zakaz poruszania się w strefie nadgranicznej, na szczęście zniesiony z okazji święta 22. Lipca. W sklepach wszystko na kartki, więc pakujemy plecaki do oporu, czyli do momentu, gdy z plecakiem na plecach można wstać. Mój waży ok. 30 kg, ale to i tak nie jest za dużo jak na 6 tygodni.

31.07. Spotykamy Kaczorów w Katowicach w pociągu do Wisły, skąd w upale ruszamy na Stożek. Pierwsze piwo. Po kilku godzinach marszu rozkładamy śpiwory w lesie i drzemiemy. Po drodze moczę nogi w potoku, gdyż nowe buty kupione na bazarze Różyckiego nie zdołały się jeszcze ułożyć i spowodowały odparzenia. Wieczorem dochodzimy do schroniska studenckiego Pietraszonka, gdzie czeka na nas Orzech. Oczywiście swój alkohol wypił dnia poprzedniego.

01.08. Z Pietraszonki przez Milówkę na Halę Boraczą. 20 minut od schroniska znajdujemy puste schronisko studenckie „Sabatówka”, do którego się delikatnie włamujemy; spędzimy tam dwie noce .

Leniwy dzień w „Sabatówce”
Pod „Sabatówką”

Podczas tej wyprawy do gotowania używaliśmy rosyjskiego benzynowego juwla, który okazał się uszkodzony – bez iglicy. Przed każdym rozpaleniem musiałem go rozbierać i czyścić, co powodowało, że chodziłem usmarowany po łokcie i śmierdzący benzyną .

02.08. Kaczor z Orzechem zeszli w dół poszukać jakiejś wódeczki; mieliśmy kartki na alkohol. Okazało się że musieli jechać aż do Żywca, wrócili popołudniem z dwiema flaszkami żytniej. My w tym czasie obżeramy się jagodami, których wokól naszej chatki było mnóstwo.

03.08. „Sabatówka” – Rysianka – Hala Miziowa, gdzie nocujemy. Schronisko zamykamy tak, jak je zastaliśmy, i ruszamy. Na Pilsko wchodzimy bez plecaków.

Przy schronisku na Hali Lipowskiej
Pilsko przed nami

04.08. Schodzimy do Korbielowa. W knajpie przy piwku zakładamy się z bucami z Warszawy, że tego dnia dojdziemy na Markowe Szczawiny. Orzech śpiewa wybitnie antypaństwową piosenkę „Wlazł kotek na płotek i mruga , kadencja Wojciecha za długa”, za którą zostaliśmy aresztowani przez wopistów i przesłuchani na strażnicy. Z Korbielowa udało nam się wyjść dopiero ok. 16, na Markowe docieramy przed 22. Wygraliśmy skrzynkę piwa – co z tego, skoro do warszawiaków nie ma jak zadzwonić. Telefon w schronisku jest niedostępny.

05.08. Byczymy się na Markowych Szczawinach. Bez plecaków wchodzimy Percią Akademików na Babią Górę. Dalej moczę nogi (w puszce żywnościowej).

Na Perci Akademików
Na Babiej Górze
Z Babią w tle

06.08. Idziemy przez Krowiarki, na Hali Śmietanowej ogromne jagody z cukrem, nocleg na Hali Krupowej.

Na Hali Śmietanowej

Wieczorem ognisko, później nie chcą nas wpuścić do schroniska. Jedno łóżko na dwie osoby i pretensje do Orzecha, że jest sam, bo się miejsce marnuje.

07.08. W Jordanowie robimy luksusowe zakupy na naszą ostatnią wspólną noc (Kaczory i Orzech wracają do domu) – koniak gruziński bez kartek (!), puszka szynki „Krakus”, piwo Żywiec.

Wchodzimy z tym na Luboń, nocleg w namiocie obok schroniska, mycie w „bunkrze”.

Pożegnanie na Luboniu Wielkim. Wydaliśmy połowę  pieniędzy przeznaczonych na cały wyjazd . Następne piwo wypijemy dopiero na koniec wędrówki w Ustrzykach Górnych., gdy będziemy kończyć nasze przejście beskidzkie

08.08. Schodzimy w dół.

Nocleg w schronisku młodzieżowym w Porębie Wielkiej.

09.08. Wchodzimy na Stare Wierchy, szukamy chatki studenckiej, nie znajdujemy. W burzy i deszczu przemoczeni dochodzimy na Turbacz, gdzie postanawiamy zanocować. Jest to ostatnie schronisko PTTK na naszej trasie – były to najdroższe noclegi.

10.08. Idziemy na Gorc . Niestety nie ma tam bazy namiotowej. Schodzimy do Ochotnicy i potem ostro pod górę na Lubań Wielki. Najładniej położona studencka baza namiotowa, pod samym szczytem z rozległą panoramą we wszystkich kierunkach. Tylko do źródełka dość daleko.

11 i 12.08. Siedzimy na bazie odpoczywając od ciężkich plecaków. Zbieramy jagody, maliny, robimy konfitury na najbliższe dni, spacerujemy.

Nasza radziecka maszynka i właściwe wegańskie menu na nasze przejście beskidzkie
5 minut w dół od bazy była jedyna woda, takie ciurkające źródełko

13.08. Schodzimy do Krościenka, baza nad Dunajcem, okrutna kaszanka smażona na maszynce. Zimna była ohydna, ale ugrzana okazała się niejadalna. Zjedliśmy. No, niecałą.

14.08. Wycieczka bez plecaków w Pieniny – Sokolica, Trzy Korony.

15.08. W południe wychodzimy ze Szczawnicy w Małe Pieniny i granią na Wysoką. Upał, z braku wody musimy zejść z grani w dół do potoku, dalej przez Jaworki na Wielkiego Rogacza. Do chatki na Niemcowej wchodzimy późnym wieczorem. Fantastyczna atmosfera, na powitanie dostajemy naleśniki i herbatę.

Granią Małych Pienin
Na Wysokiej

16.08. Pracuję na Niemcowej przy dostosowywaniu starego budynku do potrzeb noclegowych na stanowisku „obtyka”. Mnóstwo malin, dostaliśmy od jednej grupy studenckiej cały kilogram cukru – był to dla nas prawdziwy skarb, bo kartek nie mieliśmy już od dawna.

W tym namiocie i z takim widokiem spaliśmy na Niemcowej

17.08. Przez Piwniczną schodzimy do Łomnicy – schronisko młodzieżowe. Woda mineralna leci tu wprost ze skały ze starego źródełka pamiętającego Niemców. Naleśniki smażymy na pożyczonej patelni.

18.08. Hala Łabowska, Nad Wierchomlą, baza Muszyna-Złockie.

Cerkiew św. Dymitra w Szczawniku

19.08. Złockie – Jastrzębik – Krynica; szukamy taniego noclegu, zwiedzamy miasto.

20.08. Przez Lackową na bazę w Wysowej.

Przed nami Lackowa
Baza namiotowa w Wysowej

21.08. Odpoczynek w Wysowej . Pijemy wody mineralne i obserwujemy koty polujące na myszy. Nic się nie dzieje.

22.08. Idziemy szlakiem granicznym, dzikim i zarośniętym. Nikogo. Kilkukrotnie błądzimy. Zbieramy jeżyny na kolację. Najbliższa cywilizacja – Grab, gdzie docieramy w nocy; schronisko młodzieżowe zamknięte. Nocleg dostajemy u starszych ludzi , najpewniej Łemków, którzy lokują nas w łóżku pod pierzyną (prawdziwą, w środku lata!) , nie biorąc żadnych pieniędzy.

Granią Beskidu Niskiego do Grabu

23.08. Poprzez rozległe hale Nad Tysowym, zarośnięte, zdziczałe doliny z resztkami fundamentów zabudowań, dochodzimy do Barwinka. Nikogo.

Bezdroża Beskidu Niskiego

24.08.Shronisko młodzieżowe w Barwinku; odpoczynek. W schronisku szkolnym jakiś gość gra na flecie.

25.08. Znów pustym szlakiem do Jasiela, gdzie znajdujemy nocleg w zrujnowanych zabudowaniach, wybieramy stodołę. Nikogo.

Nasz nocleg w Jasielu

26.08. Rano budzą nas hałasy więźniów budujących drogę w pobliżu. Ruszamy do Komańczy, gdzie kotwiczymy się na kilka dni na bazie.

Czerwonym szlakiem granicznym do Komańczy. Przez 5 dni na szlaku Beskidu Niskiego nie spotkaliśmy nikogo 🙂

27-30.08. Komańcza. Obijamy się, załatwiamy benzynę, opalamy się, później czekamy, aż przestanie padać.

Tak wyglądała baza namiotowa w Komańczy 🙁

31.08. Poprzez Jeziorka Duszatyńskie, Chryszczatą na bazę w Rabem.

Jeziorka Duszatyńskie

01.09. Próbujemy złapać kolejkę w Mikowie, gubimy drogę, później 20 km na piechotę po obwodnicy. Żadnego autobusu. Nocujemy w okolicach Solinki w szopie pod lasem. Całą noc jakiś uparty gryzoń chrupiący pod podłogą nie daje nam spać. Stukanie nogą w deski pomaga na minutę i znów gryzie. Ulotnił się rankiem.

Słońce zachodzi nad pustą obwodnicą bieszczadzką

02.09. Wstajemy o świcie i po kilku godzinach marszu robimy sobie śniadanie w lesie w okolicach Roztoki. Później bez szlaku na Okrąglik i Jasło, w dół w głębokim lesie korytem potoku. Na bazę w Wetlinie docieramy późnym wieczorem kompletnie wykończeni.

Zejście z Jasła do Wetliny bez szlaku, wzdłuż koryta potoku

03.09. Smerek, Połonina .

Połonina Wetlińska
Na Połoninie Wetlińskiej
Połonina Wetlińska

04.09. Długi szlak poprzez Wielką Rawkę do Ustrzyk. Baza zwinięta. Musimy na piechotę do Bereżek i na Przysłup Caryński, gdzie zatrzymujemy się na ostatnie trzy noce.

W okolicach Wielkiej Rawki
Zejście z Wielkiej Rawki do Ustrzyk Górnych

05.09. Idziemy na Tarnicę i Halicz, wracamy przez Bukowe Berdo. Bez plecaków nie odczuwamy żadnego zmęczenia, wydaje się, że możemy biegać po górach.

Nasze przejście beskidzkie kończymy na rozległych bieszczadzkich połoninach
Bukowe Berdo i Szeroki Wierch

06.09. Z Przysłupu idziemy na Połoninę Caryńską, schodzimy do Ustrzyk. Ostatni dzień w górach, ogarnia nas smutek. Nie mamy ochoty wracać do domu, którego zresztą nie posiadamy. Chętnie zostalibyśmy w górach na dłużej. W sklepie w Ustrzykach na pólce tylko ocet i sałatka warzywna w occie. Pozwalamy sobie na wypicie po piwku, które smakuje wybornie, ale po tak długim okresie abstynencji sprawia, że jesteśmy trochę zawiani.

Wieczorem razem z niedawno poznanym kolegą postanowiliśmy sobie coś ugotować. Chłopak miał ze sobą zapasy z paczki z Ameryki (!), wszystkie pachniały mydłem. Kiedy wieczorem w namiocie wlewał benzynę do juwla, nie zauważył, że jest on pełen, a benzyna ścieka mu po rękach. Nachyliwszy się nad świeczką (BHP!), zrobił mały pożar w dużym wojskowym namiocie. Nie taki mały zresztą, bo palącą benzyną oblał znajdujące się prycze i rozłożone na nich rzeczy innych ludzi. Sam poparzył sobie rękę. Była to ostatnie przygoda naszego wyjazdu – mocny, ale niezbyt przyjemny akcent na koniec.

Następnego dnia opuszczamy góry.

Zdjęcia z naszego szlaku „Przejście beskidzkie 1982” można znaleźć tutaj