1 Maja 1981 –  Paśniki po raz pierwszy

 Paśniki po raz pierwszy  

Wczesny ranek w pustym o tej porze dnia Kłodzku. Słońce, głębokie cienie, mokre chodniki. Pierwszy Maja!
Trzy dni wcześniej obaj z Szymonem wyszliśmy  z wojska, nie ma więc na co czekać. W dodatku dla nas jest to pierwszy wyjazd w góry po ślubie, ale Szymony jeszcze oddzielnie; zauważyliśmy, że coś „się kroi” dopiero w czasie lipcowej wędrówki po Sudetach.


Ze Stronia wyruszamy w Góry Bialskie. W okolicach Czernicy dobre sto metrów od szlaku napotykamy się na paśnik. Zimno i zmęczenie po całonocnej podróży sprawiają, że postanawiamy przenocować. Woda wprawdzie daleko w dole, ale jest. Herbata, jedzonko… Gdy kładziemy się spać, jest jeszcze widno. Z trzech śpiworów robimy jeden, do którego się pakujemy wszyscy – dziewczyny w środku, chłopaki na zewnątrz.
Późnym wieczorem, a właściwie już w nocy budzą nas zrozpaczone głosy zagubionych harcerek. Jak tu po ciemku trafiły? Nie mają latarki, nie za bardzo wiedzą, dokąd powinny pójść. Pokazujemy im drogę do Bielic, „pożyczamy” latarkę, którą następnego dnia mamy odzyskać w schronie w Puszczy Jaworowej. Oczywiście już jej nie zobaczyliśmy.

   W nocy „pioruńsko” zimno. Rano tłuczemy lód w menażce i biegiem do Bielic.

Nasz pierwszy paśnik

mycie zębów w Białej Lądeckiej i standardowa kontrola dokumentów przez wopistę. Na śniadanie idziemy do schronu w Puszczy Jaworowej, jesteśmy tam pierwszy raz – świetne miejsce.

Nieistniejący już schron turystyczny w Górach Bialskich

Droga na Śnieżnik wydaje się długa, a na szczyt wchodzimy po kolana w śniegu. Na miejscu zastajemy tłumy, nocleg wypada na podłodze pod schodami w przepełnionym schronisku.

   Następnego dnia, a to już 3 maja schodzimy do Bystrzycy. Po południu na ulicach pusto, a do tego zakaz sprzedaży alkoholu (takie czasy). W kawiarence w rynku sprzedają nam po cichu na wynos cztery półlitrowe piwa „Zielonogórskie”. W tym czasie piwo półlitrowe było nowością i nie lada atrakcją, więc pite w pociągu smakowało wybornie. Było dobrym akcentem na koniec i słodziło drogę do domu.