Jak zwykle przed nadchodzącym weekendem majowym rodzi się pytanie, jakie góry tym razem będziemy eksplorować? Ten czas początku maja nie jest zbyt długi, więc zwykle wybieramy pobliskie góry Słowacji, Czech lub Polski, ale po kilkudziesięciu latach górskich wędrówek trudno jest wymyślić naprawdę oryginalną destynację. Tym razem się udało! Kaczor kupił mapę Beskidu Morawsko-Śląskiego, czyli o dziwo regionu nam nieznanego. I nie tylko kupił mapę, ale też załatwił noclegi, więc klamka zapadła.
Najdłuższy, ponad 500-kilometrowy szlak turystyczny w polskich górach to Główny Szlak Beskidzki wiodący od Wołosatego w Bieszczadach do Ustronia w Beskidzie Śląskim – mapa. Co nas skłoniło, aby poświęcić prawie cztery tygodnie na przełomie lata i jesieni na jego przejście? Przecież nie było łatwo, pogoda nas nie rozpieszczała, częste deszcze, buty prawie się rozpadły od wody i błota, plecaki ciążyły, zmęczenie, rany na stopach. Według Stravy przeszliśmy 585 km, co zajęło nam 25 dni marszu (plus krótki epilog ostatniego, 26. dnia).
Początek szlaku w Wołosatem. Radość na twarzach, bo nie wiemy, co nas czeka.
Kierowały nami dwa podstawowe powody, by podjąć to wyzwanie. Nasze wspólne życie, moje i Marioli, rozpoczęliśmy 43 lata temu przejściem beskidzkim z Wisły do Ustrzyk. Trasa podobna, tylko nie trzymaliśmy się konsekwentnie głównego, czerwonego szlaku, nocowaliśmy na studenckich bazach namiotowych, cieszyliśmy się górami, wędrowaliśmy bez pośpiechu, co zajęło aż 5 tygodni. Od wielu lat chodziło nam po głowach, aby powtórzyć taką wędrówkę lub jej większy fragment, ale dopiero teraz, w stanie „emeryckim”, przy w miarę uregulowanych sprawach rodzinnych mogliśmy te plany zrealizować.
Spływ Czarną Hańczą zaskoczył nas samych – niespodziewana zmiana planów trzy dni przed wyjazdem i nastawienie, że ma być lekko, urlopowo, beztrosko i powoli. Po samej rzece nie oczekiwaliśmy niczego zaskakującego. Po raz pierwszy płynęliśmy nią 34 lata temu, robiąc pełną pętlę z PTTK w Starym Folwarku, z Rospudą i Blizną. Niektórzy z ekipy byli przed laty organizatorami studenckich spływów na Hańczy. Ostatni raz płynęliśmy nią na początku pandemii w 2020 roku.
Nie mamy problemu z wyszukiwaniem kolejnych rowerowych szlaków i celów podróży. Popularnych i atrakcyjnych tras długodystansowych w różnych krajach Europy nie brakuje. Gorzej z logistyką, zwłaszcza z dotarciem na punkt startu i powrotem do domu. Kwestie dojazdu okazują się bardzo istotne. Do tego dochodzą czynniki ambicjonalne – dobrze, by trasa dorównywała poprzednim wyprawom atrakcyjnością, albo przynajmniej długością. Taka rowerowa pułapka! Ale po raz kolejny udało się te warunki spełnić.